Jak w reszcie Polski, tak i na Śląsku lud wierzy, że w Niedzielę Palmową można zdobyć zakopane w ziemi skarby. Podczas śpiewania w kościele pasyj, a w Kochłowicach, pow. katowicki, podczas święcenia palm, ziemia się w tych miejscach otwiera i wtedy można się dobrać do skarbów, bo pilnujące ich duchy – słuchają nabożeństwa, gromadząc się koło kościoła, gdyż jako duchy złe nie mają wstępu do wnętrza. To samo podają opowiadania w Krakowskiem, w Gdowie. Zazwyczaj pieniądze wtedy czyszczą się lub suszą lub wietrzą – jak mówi lud – i płoną niebieskim płomykiem. Każda niemal wioska śląska ma takie miejsca, z któremi związane są tego rodzaju opowiadania lokalne. W zasadniczych rysach…
-
-
Chleb na drzewie (Murcki)
Pewnego razu był sobie mały chłopiec, którego matka wysłała do miasta po chleb. Chłopiec niósł bochenek pod pachą i wędrował radośnie w stronę domu. Chatka jego matki stała głęboko w lesie. Gdy tak beztrosko kroczył przez las, nagle poczuł głód. Jednak chleb zupełnie go nie kusił. „Zawsze tylko chleb,” pomyślał. „Chciałbym, żeby ten chleb rósł gdzieś indziej – choćby i na tamtym drzewie – a w moim koszyku znalazło się ciasto.” Ledwie wypowiedział te słowa, chleb wyskoczył z koszyka i uniósł się ku najbliższemu drzewu, gdzie przywarł tak mocno, jakby wyrósł z pnia. Nikt nie zdołał go stamtąd zdjąć. Do dziś można go zobaczyć na pniu smukłego buka: okrągły, brązowy…
-
Śpiący rycerze świętej Jadwigi
W pobliżu Gliwic, w otoczeniu polskich osad, leży niemiecka wieś Schönwald. W jej sąsiedztwie rozpościera się ogromny las. W tym lesie, pogrążona w głębokim śnie, spoczywa święta Jadwiga wraz z oddziałem zbrojnych rycerzy. Po bitwie pod Legnicą, stoczonej 9 kwietnia 1241 roku, przybyła aż tutaj, po czym zapadła w sen wraz ze swym orszakiem zbrojnych. Przebywając pośród drzew, można czasem usłyszeć głębokie oddechy śpiących. Jeżeli kraj znajdzie się kiedykolwiek w wielkim niebezpieczeństwie ze strony pogan, święta Jadwiga przebudzi się ze swoją drużyną i uderzy na wrogów. W burzliwym roku 1848 dostrzeżono nawet pewne znaki zwiastujące ich przebudzenie – słyszano męskie głosy i szczęk oręża, widywano tam również tajemnicze postacie. Przekład…
-
Święty Wojciech na Górnym Śląsku
Św. Wojciech, rodem z Czech, przyszedł na świat około roku 956. Odebrał od rodziców swoich staranne wychowanie. Kiedy podrósł, oddali go rodzice na naukę Adalbertowi, arcybiskupowi mogunckiemu. Pod okiem takiego kościelnego męża wzrastał nasz Święty w mądrości i łasce Bożej, tak, że wszystkich oczy i serca zwróciły się ku niemu. Został wyświęcony na kapłana, a po śmierci Dytmara, biskupa praskiego, jednogłośnie obrano Wojciecha biskupem. Wszystko co tylko mógł czynił św. Wojciech, aby owieczki swoje dla Boga pozyskać. Ale owoców pracy swojej nie widział; nie tylko poprawy obyczajów doczekać się nie mógł, ale i występki ludu, w sercu jeszcze po części pogańskiego, stawały się coraz częstsze. Wtedy za pozwoleniem Papieża zrzekł…
-
Utoplec w końskiej skórze
W wiosce Kochłowicach nie daleko jednego stawu widywano często na łąkach pasącego się konia, który żadnemu z tamtejszych gospodarzy nie należał, a którego nikt nie zdołał ująć. A gdy któryś z gospodarzy owego konia pochwycił i prowadził do swego domu, chcąc go zawrzeć w chlewie, aby mu już więcej nie robił szkody w zasiewach i oddać go później właścicielowi, to, gdy go ujął i prowadził za sobą, koń szedł spokojnie. Lecz gdy przychodził do wsi, to koń nagle jakoś wierzgnął i puścił się nazad w pole, a chłopu nic w garści nie pozostało. Drugą razą, gdy się znów chłopu udało zająć owego konia, to był ostrożniejszy i lepiej zważał, żeby…
-
Wodnik jako strażnik skarbów
W okresie wielkanocnym, gdy w kościołach śpiewana jest Pasja, ukryte w ziemi skarby zdradzają swoją obecność płomieniami. Kto ujrzy taki płonący skarb, powinien natychmiast uczynić znak krzyża, a następnie wziąć łopatę i kopać w milczeniu. Jeśli jednak wypowie choć jedno słowo, skarb zapadnie się na dziesięć sążni w głąb ziemi. To Wodnik ukazuje się ludziom pod postacią ognia. Na Górnym Śląsku znane są dwa miejsca, gdzie Wodnik sprawia, że nad skarbami pojawiają się płomienie. Jedno z nich znajduje się w Wodzisławiu, na wzgórzu w pobliżu rzeki, drugie zaś w Panewnikach, nad Kłodnicą, przy wąskim moście prowadzącym do Kochłowic. Tuż za mostem piaszczysty brzeg wznosi się łagodnie, tworząc zbocze porośnięte rzadkim…
-
Kościółek św. Anny w Mikołowie
Istniał w Mikołowie także mały kościółek św. Anny. Kto go zbudował, kiedy, z jakiego powodu i w jakim celu, lub gdzie stał w Mikołowie – o tem wszystkiem nie przechowały się do nas żadne wiadomości. Po raz pierwszy jest ów kościółek (czyli raczej kaplica) wspomniany w roku 1628; w ewangelickim opisie parafji mikołowskiej w tym roku zaznaczono, że kościół św. Anny jest wcale lichy i mały. Następnie wspomniano ten kościółek pod koniec 17. wieku a potem na początku 18. wieku. Był niewielki i ubogi; nie miał żadnego uposażenia na swe utrzymanie. W kościółku był tylko jeden ołtarz i kilka obrazów na ścianach, a na dachu we wieżyczce dzwon niewielki. W…
-
Podanie o początkach Mikołowa
Stare podanie, które i dzisiaj jest jeszcze znane w Mikołowie, opowiada o początkach tego miasta takie zdarzenie: Niegdyś dawno temu gnali handlarze wiele bydła przez tutejsze okolice i na miejscu, gdzie potem miasto pobudowano, przystanęli z bydłem, aby tu przenocować; atoli w nocy nagle zachorowało wszystko bydło; handlarze ślubowali tedy zbudować kaplicę na cześć św. Mikołaja, jeżeli bydło wyzdrowieje; i oto bydło wnet wyzdrowiało, a handlarze niedługo potem ślubowaną kaplicę ku czci św. Mikołaja zbudowali. Przy tej kaplicy zaczęli się niezadługo osiedlać różni ludzie, i tak powstała osada i miasto, które od kaplicy św. Mikołaja przybrało nazwę Mikołów. Podanie to jednak nie ma podstawy historycznej. Powstało ono w czasach późniejszych,…
-
Legendy o św. Wojciechu
Pomimo krótkiego pobytu św. Wojciecha na ziemiach polskich, kult tego Świętego, spotęgowany jego męczeńską śmiercią, rozpowszechniony był od najdawniejszych czasów w całej Polsce. Świadczą o tym liczne legendy, które zachowały się do dzisiejszych czasów. Najbardziej znana jest legenda o orłach, które strzegły ciała świętego po okrutnym zabójstwie przez Prusaków. Ogólnie znana jest także legenda następująca: Król Bolesław Chrobry, dowiedziawszy się o męczeńskiej śmierci swego przyjaciela, posłał posłów do ziemi Prusaków, żądając wydania ciała biskupa. Prusacy zgodzili się na to, ale pod warunkiem, że król da im tyle złota, ile ważyć będzie ciało. Wielkie skarby włożone na wagę, nie mogły zrównoważyć świętego ciała. Jakież jednak było rozczarowanie Prusaków, gdy grosz, rzucony…
-
Na Kamionce jest wejście do piekła
Braciszek i siostrzyczka wędrowali przez ciemniejący Czarny Las pod Bytomiem. Potężne drzewa jęczały pod naporem grudniowej wichury, a nad ich rozłożystymi koronami sunęły po niebie ołowianoszare, nisko zawieszone chmury. Było tak zimno, że wkrótce mógł spaść śnieg, a wiatr przenikał przez cienkie ubrania dzieci, które zmierzały pospiesznie do wciąż odległej wioski. Wracały ze szkoły w sąsiedniej, nieco większej miejscowości, gdzie właśnie tego dnia nauczyciel zwolnił swoją małą i niezbyt chętną do nauki gromadkę uczniów na święta Bożego Narodzenia. Nauczyciel i dzieci liczyli po cichu na to, że po spodziewanych opadach śniegu nadejdzie chłód, który sprawi, że drogi i lasy staną się niedostępne dla licho odzianych dzieci ubogich górnośląskich wieśniaków, co…
-
Walka z utoplcem
Filip Pomykoł pracował jako robotnik fabryczny w Gliwicach. W sobotę, w południe, po krótszym niż zwykle dniu pracy, zrzucił swe ubranie robocze, wziął na siebie swe ubranie świąteczne i spakowawszy kilka drobnych rzeczy do wielkiej kolorowej chustki, wyruszył pieszo do swej wsi. Mieszkał on w Paniówkach u swej zamężnej siostry, sam bowiem był jeszcze nieżonaty. W zawiniątku niósł dla swych młodych siostrzeńców drobne upominki, a dla siostry miał tamże nowy różaniec, który kupił na odpuście w Łabętach, gdzie go też przez księdza dał poświęcić. Wesoło mu było na duszy, wracał bowiem chętnie do domu, zwłaszcza że w kieszeni miał dwutygodniowy zarobek w gotówce. Droga z Gliwic do Paniówek prowadziła przez…
-
Krzyż w lesie pod Panewnikami
W lesie panewnickim, między Katowicami a Mikołowem, stoi — a przynojmnij stoł do niezbyt downa — zieleźny krzyż, czyli t. zw. „Boża Męka”. Stoł na miejscu, skąd odwożono do piły (tartaku) ścięte i z grubsza obrobione sosny, śwjyrki i inksze drzewa leśne. O krzyżu tym chodzi między ludem godka, że dziś jeszcze straszy tam po nocach. O tej to „Męce Pańskiej”, u stóp kierej wyryty był rok założenia 1806, łoskludzają m.in. tako rzec: Przed wiela lotmi jedyn myśliwiec, czyli gajowy, kochoł sie w pewnej wiejskij dziołsze. Chodził z nią przez długszy czas, aże mu sie na kóniec to kamractwo niewygodnym stało i porzucił dziołcha, aby sie zaręczyć z cerą bogatego…
-
Legenda o Czarnym Źródle
W niewielkiej odległości od granicy austriackiej znajduje się przyjazne miasteczko Mikołów, położone u podnóża pasma wzgórz, które oddzielają je od właściwego obszaru hutniczego. Na jednym ze wzniesień tryska tak zwane „Czarne Źródło”.* Nazwa pochodzi zapewne od jego położenia, gdyż było ono dawniej otoczone ze wszystkich stron gęstym lasem wysokich sosen, których romantyczny półmrok oferował strudzonym wędrowcom przytulne miejsce do odpoczynku. Jego woda jest czysta i przejrzysta. To tutaj rozgrywa się jedna z najstarszych górnośląskich legend. Germanie, którzy niegdyś zamieszkiwali te okolice, odparli zwycięsko najazd Rzymian pod wodzą cesarza Marka Aureliusza. W drodze powrotnej do swojej ojczyzny rozbili oni obóz w najbardziej niedostępnej gęstwinie lasu. Licznym jeńcom, których pojmali, zdjęli na…
-
Skarbnik w kopalni Szczęść Boże
W kopalni Szczęść Boże kierował załogą dzienną stary i doświadczony sztygar Tomek Bojdoł, zwany przez górników krótko tylko Tomkiem. Załoga nocna otrzymała młodego i nie tak energicznego jak nawet złośliwego sztygara Flaszę. Często żalili się przed Bojdołem górnicy z załogi nocnej na Flaszę, który choć jeszcze niewiele doświadczony, nie słuchał słusznych częstokroć żalów i uwag starszych górników. Gdy jednakże Bojdoł delikatnie zwrócił swemu koledze uwagę na słuszne uwagi żalących się robotników, Flasza z oburzeniem odpowiedział, że żadnych uwag tak od robotników jak od swych kolegów nie potrzebuje, gdyż on, będąc na kilku kopalniach zagranicznych, mimo swego młodego wieku nabył tyle doświadczenia, że uważa się za dosyć mądrego. W załodze nocnej…
-
Krzyż w lesie pod Panewnikami
W lesie pomiędzy Panewnikami a Mikołowem, przy ścieżce do wywozu drewna, stoi zbity z belek krzyż, który zarówno pod względem formy, jak i wykonania prezentuje się wyjątkowo korzystnie. Wizerunek Chrystusa wykonany jest prawdopodobnie z kutego żelaza i świadczy o zmyśle artystycznym godnym wykształconych rzemieślników. Jakość wykonania tego krzyża znacznie wykracza poza prosty ludowy gust, emanując równocześnie prostotą i szlachetnością. Powiadają, że do dziś w godzinach nocnych w pobliżu krzyża pojawiają się duchy. Szczególnie kobiety boją się przechodzić tamtędy po zmroku. Podanie głosi, że krzyż ten, na którego cokole widnieje data 1806, ma następującą historię: Przed wielu laty pewien leśniczy zakochał się w prostej dziewczynie z ludu. Spotykał się z nią…
-
Diabeł w butelce z Mikołowa
Czterech drwali już od wielu lat żyło ze swej ciężkiej pracy w lasach. Ścinali drzewa, a potem cięli je piłą na kawałki i układali w stosy, a w zależności od tego, ile tych stosów ustawili, taką dostawali zapłatę. Nie było tego wiele – z trudem wystarczało na życie. – Gdybym nie miał swojej własnej chałupy – odezwał się Walek z Mikołowa – to nie wiem, jak bym przeżył z żoną i dzieckiem. – Masz całkowitą rację – przytaknął mu Tomek, silny i postawny mężczyzna – życie jest naprawdę ciężkie. – A przecież modliłem się codziennie do świętej Anastazji, aż sobie kolana odparzyłem od klęczenia – narzekał Walek, a inni przytakiwali…
-
Chłopiec i dziewięć bochenków chleba
Jeszcze pięćdziesiąt lat temu na starym cmentarzu w Mikołowie można było zobaczyć nagrobek, na którym przedstawiono dziecko gryzące okrągły bochenek chleba. U stóp pomnika leżało kolejnych osiem bochenków. O pochodzeniu tego dziwnego nagrobka opowiadano następującą historię: Był pewien chłopiec, tak łakomy, że nic nie było przed nim bezpieczne. Jeśli nie schowano przed nim chleba, jadł tak długo, aż nie pozostał po nim ani jeden okruszek. Matka często lamentowała: „Cóż za obżartuch, czymże ja sobie na to zasłużyłam!” Pewnego razu nie było jej w domu. Na ławie piecowej leżało dziewięć świeżych bochenków chleba. Gdy chłopiec je zobaczył, nie mógł się powstrzymać; zaczął jeść, jadł i jadł, aż pochłonął wszystkie dziewięć bochenków.…
-
Ognisty człowiek z Panewnik
Był sobie pewien chłop, który szedł nocą przez łąkę uchodzącą za miejsce niespokojne. Coś tam krążyło. Jednak chłop uparcie nie dawał temu wiary i śmiało kroczył przed siebie, nie spodziewając się niczego złego. Wtem pojawiła się przed nim świetlista poświata. Zbliżała się coraz bardziej, aż w końcu chłop ujrzał małego, karłowatego mężczyznę otoczonego płomieniami ognia. Człowiek ten był pochylony, jak gdyby dźwigał ogromny ciężar. Chłop dostrzegł, że tajemnicza ognista postać niosła na plecach kamienie. Zrozumiał wówczas, z kim ma do czynienia: był to „przestawiacz kamieni granicznych”, który z chciwości przesuwał je na cudze pola, a teraz musiał je dźwigać na plecach, dopóki nie zostanie uwolniony od tej pokuty. Przerażony chłop…
-
Diabeł w butelce
Czterej drwale żyli przez cały rok z ciężkiej pracy. Ścinali drzewa, układali je w klaftry, starannie je ustawiali i otrzymywali zapłatę w zależności od ilości wykonanej pracy. Nie było tego dużo – ledwo wystarczało na przeżycie. „Gdybym nie miał tej chałupy,” powiedział Walek z Mikołowa, „nie wiem, jak poradziłbym sobie z żoną i dzieckiem.” „Tak,” przytaknął mu Tomek, który był wysoki i silny, „to ciężkie życie.” „A codziennie modliłem się do świętej Anastazji, aż kolana sobie otarłem,” zawołał Walek ponownie. Pozostali skinęli głowami, spokojnie ćmiąc tytoń; tylko Tomek parsknął głośnym śmiechem i stwierdził: „Widać nie trafiłeś do właściwych drzwi – a próbowałeś już z Czarnym?” „Cicho bądź!” zakrzyknęli z lękiem…
-
Utopiec w Kłodnicy
W drodze swej do Odry (od Panewnika pod Katowicami, aże do Koźlo) Kłodnica wije sie jak wąż licznymi skrętami, osobliwie w górnym biegu od Panewnika aże za Mikołów. Tam, kaj rzodko noga ludzko zachodzi, między brzózkami, topolami, olchami i sosnami, kaj sie Kłodnica jak wściekło żmijka kręci, mjynszko utopiec ze swoją żoną, panią Łysą. Cery jego mjynszkają w kwieciu lelujek wodnych, rosnących tu kole Kłodnicy, w głębokich bajorach i grzęzawiskach. Kieregoś upalnego dnia zabłąkoł sie w te strony mały synek, zbierający orzechy laskowe. Kiedy mioł już pełny koszyk, wesoły, gwizdający i jak kanarek śpiywający dotąd chłopczyk uczuł sie jakoś bardzo słabym i sennym po dalekij drodze. Lygnon na kwiecistej trowie…
-
Wodnik w Kłodnicy
W trakcie swojej wędrówki ku Odrze, Kłodnica płynie wieloma zakolami, wijąc się przez kraj niczym wąż, zwłaszcza na początkowym odcinku swojego biegu, w lasach mikołowskich. Tutaj przepływa ona przez zielone łąki leśne; jej brzegi ozdobione są kwiatami, a niewielki potok otaczają brzozy, topole, krzewy leszczyny i ciemne drzewa iglaste. W miejscu, w którym Kłodnica wykonuje swój najostrzejszy zakręt, w przepięknym zalesionym terenie, pewien wodnik wzniósł swój zamek posadowiony głęboko na dnie potoku; mieszkał tam wraz ze swoją żoną o imieniu Lisse. Jego córki mieszkały w kwiatach lilii wodnych, które rozwijały się bujnie w głębokich stawach, czerpiących wodę niewielkimi kanałami wprost z Kłodnicy. Było tutaj ustronnie i cicho; nieczęsto zdarzało się,…