[2011],  Kamionka,  Mikołów,  Okolice

Białe szaleństwa w okresie międzywojennym

Lata trzydzieste XX wieku były dla znacznej części mikołowian okresem bardzo trudnym: gospodarka zaczynała dopiero podnosić się z trudem po Wielkim Kryzysie, panowało ogromne bezrobocie, a mroźna i śnieżna zima kojarzyła się zwykle z tudną walką o przetrwanie.

O zagranicznych wojażach nie było oczywiście mowy, ba! – nawet wyjazd w pobliskie góry stanowił nie lada problem.

Tak przyziemne kłopoty nie były jednak w stanie zniechęcić młodych ludzi do skorzystania z okazji do wspólnej zabawy na śniegu, a brak sprzętu i infrastruktury nadrabiali zapałem i pomysłowością. Niejednokrotnie zarówno sprzęt, jak i miejsce do zjeżdżania lub ślizgania, trzeba było przygotować sobie we własnym zakresie.

W charakterze lodowiska wykorzystywano zamarznięte tafle stawów, co wiązało się zwykle z pewnym ryzykiem przymusowej kąpieli w lodowatej wodzie.

W samym mieście nadających się do tego celu stawów było niewiele, obfitowały w nie natomiast pobliskie Wyry. Już w 1930 roku powstała tam drużyna hokejowa, która w sezonach 1932/1933 oraz 1933/1934 sięgnęła dwukrotnie po tytuł Mistrza Śląska! Gros zawodników owej drużyny stanowili uczniowie mikołowskiego Gimnazjum. Treningi odbywały się początkowo na stawie Wicie, otoczonym prowizorycznymi „bandami” ze śniegu. Wkrótce jednak przeniesiono je na stałe na sławny staw „Bromboszczok” w gospodarstwie Antoniego Bromboszcza, który przekształcono w lodowisko. W tartaku w Wilkowyjach zakupiono drewno, z którego wykonano 30-centymetrowe bandy i przepisowe bramki. To właśnie na „Bromboszczoku” rozegrano pierwsze oficjalne spotkanie: przeciwnikiem gospodarzy została drużyna z Mikołowa, a mecz zakończył się zwycięstwem Mikołowian (1:0). W kolejnych meczach wyrzanie zaprezentowali się już znacznie korzystniej, pokonując m.in. zespoły z Mikołowa, Łazisk i Tychów.

Oczywiście kije hokejowe każdy z zawodników wykonał własnoręcznie, zaś krążek sporządzono z kawałka asfaltu. Pionierskie czasy…

W samym Mikołowie do jazdy na łyżwach najlepiej nadawała się „kąpielnia”, czyli owalny staw na Plantach, w miejscu obecnego Placu Harcerskiego. Jednakże z uwagi na jej stosunkowo dużą głębokość, było to przedsięwzięcie dosyć ryzykowne.

Natomiast jeśli chodzi o zjeżdżanie na sankach lub nartach, usytuowanie Mikołowa pośród wzgórz stawiało jego mieszkańców w uprzywilejowanej pozycji. Właściwie każde zbocze było w tym celu wykorzystywane: zarówno na obrzeżach miasta, jak i w samym jego centrum. Również w tym przypadku do ulubionych miejsc należały bogate w różnego rodzaju pagórki Planty, jak również liczne wzgórza na przylegającej do Plant Wymyślance.

Powracając do czasów swojego dzieciństwa i do zabaw mikołowian w okresie zimowym, Hans Taistra, autor niemieckojęzycznej monografii Mikołowa (1969), wspominał:

„Na Górnym Śląsku miesiące zimowe były bardziej śnieżne, chłodniejsze, a także bardziej przewidywalne niż w zachodnich Niemczech. Tak, była to strefa klimatu kontynentalnego. Pierwsze opady śniegu występowały zazwyczaj w listopadzie, już wtedy dzieci mogły wyjmować sanki do zjazdów.

Najpopularniejszymi torami saneczkowymi były: Wzgórze Tyskie, wzgórze z ruiną zamku na Wymyślance oraz wzgórze kościelne, w dół przez ulicę Klasztorną lub Ścieżkę Kościelną, od domu Sodomanna do piekarni Bodynka. Jednak dla dorosłych jedynym dogodnym torem saneczkowym była Góra Tabora. Był to tor o długości 1 kilometra, z 18-procentowym nachyleniem. Można było tutaj uzyskać prędkości większe niż pojazdy, które były używane około 1910 roku. Aby jeszcze bardziej zwiększyć prędkość, związywano ze sobą kilka sań. Kierowca na przedzie był szefem społeczności sań. To dzięki niemu cała kompania sań nie lądowała w rowie. Niektóre z tych wesołych przejażdżek na sankach były również organizowane w piękne zimowe wieczory przez młodych ludzi z liderem Casino Tichau. W tym czasie było bardzo mało samochodów, więc zjazdy na sankach były bezpiecznie i organizowane przez młodych i starszych”.1

A powracając do Plant, dnia 25 czerwca 1934 roku inspektor szkolny Bernard Krawczyk, jako opiekun mikołowskiego parku, skierował do Magistratu oficjalne pismo, w którym czytamy m.in.:

„Podczas ostatniej zimy zauważono, że dzieci i nawet dorośli, korzystając z pochyłego terenu plant miejskich, urządzają sobie w różnych miejscach tory saneczkowe i [do] ćwiczeń jazdy na nartach.

Ze względu na rozwój wyżej wymienionych sportów i podwyższenie stanu zdrowotności dziatwy, nie należałoby dążenia dziatwy hamować przez zakaz używania pochyłości terenu plant na saneczkowanie i zjeżdżanie na nartach wzgl. łyżwach.

Uważam za konieczne, aby dziatwę skierować na jedno miejsce, specjalnie urządzone na saneczkowanie i jazdę nartami.

W charakterze decernenta plant miejskich oraz szkolnictwa miejskiego pozwalam sobie przedłożyć Sz. Magistratowi następujący plan robót miejskich:

1. Na dawniejszym terenie kąpielowym należałoby urządzić ślizgawkę oraz korty tenisowe. Prace w tym kierunku są już rozpoczęte.

2. Drogę, projektowana od ulicy Żorskiej [obecnie Kontytucji 3 Maja – przyp. AAJ] poprzez planty aż do dolnej ścieżki, wybudować jako tor saneczkowy, około 300-350 metrów długości.

3. Polanę, przyległą do wyżej projektowanej drogi, urządzić jako miejsce ćwiczeń na nartach […]”

W kolejnym roku propozycje Bernarda Krawczyka zostały skrupulatnie zrealizowane, a mikołowskie Planty stały się prawdziwym rajem dla miłośników białego szaleństwa.

Niestety, nie na długo – wkrótce potem wybuchła wojna…


Opisy ilustracji:

Zdjęcie 1:  Bernard Krawczyk (w środku) z dziećmi na nowo wybudowanej ślizgawce na Plantach (w miejscu obecnego Placu Harcerskiego), około 1935 roku. Ze zbiorów Jadwigi Krawczyk.

Zdjęcia 2-4:  Jazda na nartach i sankach, Planty, lata trzydzieste. W tamtym okresie zbocza na Plantach były znacznie mniej zadrzewione niż obecnie. Ze zbiorów Ryszarda Szendzielarza.

Zdjęcie 5:  Krystyn Ptok (na sankach) oraz Wohlke, rok 1943. Ze zbiorów Ryszarda Szendzielarza.

Zdjęcia 6-7: Jazda na sankach na zboczu wzgórza Kamionka, lata trzydzieste. Ze zbiorów Stefanii Janosz.

Zdjęcie 8:  Walka na śnieżki na tyłach mikołowskiego kina, lata trzydzieste XX wieku. Ze zbiorów Felicjana Rybickiego.


Przypisy:

1) Tekst oryginalny: „In Oberschlesien waren die Wintermonate schneereicher, kälter und auch beständiger, als wie sie hier im Westen von Deutschland sind. Ja, war lagen bereits im Bereich des Kontinentalklimas. Der erste Schneefall war meistens im November, wo die Kinder ihren Schlitten zum Rodeln hervorholen konnten.

Die beliebtesten Rodelbahnen waren: der Tichauerberg, der Burgruinenberg in Charlottenthal und der Kirchberg hinunter durch die Klosterstraße oder die Kirchgasse vom Sodomannshaus bis zur Bäckerei-Bodinek. Für die Erwachsenen kam als ideale Rodelbahn jedoch nur der Taborberg in Frage. Einen Kilometer lang war diese Bahn mit einem 18 %igen Gefälle. Hier konnte eine Geschwindigkeit herausgeholt werden, welche größer war als die um 1910 in Betrieb gewesenen Vehikel. Um die Geschwindigkeit noch zu steigern, wurden mehrere Schlitten zusammenge-bunden. Der Lenker war der Boß der Schlittengemeinschaft. An ihm lag es, daß die ganze Schlittengesellschaft nicht im Graben landete. Auch einige solcher fröhlichen Schlittengesellschafts-Fahrten wurden an schönen Winterabenden von jungen Leuten mittels einem Vorspänner zum Casino Tichau unternommen. Damals gab es sehr wenige Autos und so wurden die Rodelfahrten von Jung und Alt gefahrlos überstanden”.


Źródła drukowane: [SZD0012]

„Fortuna” Wyry. Historia i legenda (1930-2000), L. Sobieraj, Wyry 2000, s. 11-12.

Kamionka. Wydanie Jubileuszowe, A.A. Jojko, Mikołów 2012, s. 135-136.

Krążek z asfaltu: Białe szaleństwa w okresie międzywojennym, A.A. Jojko [w:] „Gazeta Mikołowska” nr 01/2011 (238), I 2011, s. 44-45.

• Meine Heimatstadt Nikolai: erzählt von Nikolaiern, H. Taistra, Nürnberg 1969, s. 145.

• Mikołów z perspektywy 150 lat, R. Szendzielarz, B. Bromboszcz, Mikołów 2009, s. 110-113, 253.