Podania i Legendy

Wodnik w Kłodnicy

W trakcie swojej wędrówki ku Odrze, Kłodnica płynie wieloma zakolami, wijąc się przez kraj niczym wąż, zwłaszcza na początkowym odcinku swojego biegu, w lasach mikołowskich. Tutaj przepływa ona przez zielone łąki leśne; jej brzegi ozdobione są kwiatami, a niewielki potok otaczają brzozy, topole, krzewy leszczyny i ciemne drzewa iglaste. W miejscu, w którym Kłodnica wykonuje swój najostrzejszy zakręt, w przepięknym zalesionym terenie, pewien wodnik wzniósł swój zamek posadowiony głęboko na dnie potoku; mieszkał tam wraz ze swoją żoną o imieniu Lisse. Jego córki mieszkały w kwiatach lilii wodnych, które rozwijały się bujnie w głębokich stawach, czerpiących wodę niewielkimi kanałami wprost z Kłodnicy. Było tutaj ustronnie i cicho; nieczęsto zdarzało się, aby ktokolwiek zbłądził w to odludzie. Pastuszkowie lękali się wodnika, który chętnie porywał bydło i owce do swego zimnego, śmiercionośnego królestwa. Jedynie ptaki śpiewały w pobliskich zaroślach, a motyle, chrząszcze, węże i jaszczurki wiodły tutaj bezpieczne życie, przez nikogo nie niepokojone.

Pewnego upalnego letniego dnia, w ten zaciszny zakątek lasu zawędrował wesoły chłopiec. Jego policzki były rumiane i rozgrzane od śpiewu, a oczy wesoło spoglądały na świat. Chłopiec szukał w krzewach orzechów laskowych. Gdy jego koszyk był już pełen, a on sam strudzony wędrówką i poszukiwaniami, rzucił się na trawę, słuchając śpiewu ptaków, brzęczenia pszczół oraz radosnych szmerów i szeptów niewielkich fal Kłodnicy. Ach, pomyślał, jak tu cudownie! Podłożył ręce pod głowę i nasłuchiwał; szum wody stawał się coraz silniejszy, raz przypominał grzmiący głos, innym znów razem delikatne dziecięce szepty. I wówczas uświadomił sobie nagle, że znajdował się w krainie Wodnika.

„Ach, pomyślał, to zabawne!” Pochylił się nad brzegiem strumyka i począł drażnić Starca:

„Wodniku, Wodniku, złap mnie swoim paskiem!”

Wtenczas z wody wyłoniła się zgrzybiała twarz o zielonkawo połyskujących oczach i długich zębach. Przerażony chłopiec chciał uciekać, lecz było już za późno. Jego stopy zaplątały się w sidła, które zastawił Wodnik. Śmiejąc się złośliwie, Starzec począł wciągać go do wody, głęboko, coraz głębiej, aż dotarli na samo dno. Tam chłopiec ujrzał wspaniały szklany pałac, w którym ryby przemykały tam i z powrotem, niczym mieniące się kolorami ptaki.

Wodnik pociągnął chłopca na sznurze do szklanego pałacu, przepłynęli przez wiele, wiele pokoi, aż dotarli do pewnej komnaty. Wyglądała niczym spiżarnia jego matki. Na wąskich półkach stały obok siebie garnki, a było ich tam tak wiele, że chłopiec nie był w stanie ich policzyć. Na każdym garnku znajdował się pasek papieru, na którym zapisano imię, dzień i godzinę.

Chopiec z przerażeniem czytał imiona dzieci, które w ciągu lat utonęły w Kłodnicy: Alojz, syn szewca Nowaka, Hansel od Schikory, Piotruś od wdowy Schmidt… I kiedy tak czytał i czytał, wodnik wydobył z jego ciała duszę. Ze złośliwym uśmiechem włożył ją pod garnek, nakleił pasek papieru i napisał: Dusza młodego Waltera, zabrana 20 września… Tak, pod każdym garnkiem uwięziona była ludzka dusza! Gdy tylko w ciele chłopca zabrałko duszy, ten upadł natychmiast, sztywny i znieruchomiały. Wodnik zarzucił go na plecy, wyniósł na zewnątrz i wyrzucił ciało na pokrytą kwiatami trawę. Leżał tam, zimny i sztywny. A ciemnoskrzydły motyl, rusałka żołobnik, fruwał wokoło po lesie i ubolewał: „Ach, tak młodo musiał umrzeć!” Usłyszały to córki Wodnika. Wyłoniły się z kwiatów lilii wodnych, nachyliły się nad martwym chłopcem i lamentowały: Jakże piękny jest i jaki młody!

Wrótce potem najmłodsza z córek Wodnika wyszła ze szklanego pałacu. W swojej dłoni trzymała duszę Waltera. Delikatnie nachyliła się nad chłopcem, pocałowała go i zwróciła mu duszę.

Spójrzcie tylko: blade policzki stały się na powrót rumiane, z ust wydobył się ciepły oddech, a serce znów zabiło radośnie. Chłopiec otworzył oczy – szast, prast, uciekła nimfa!

Ujrzał jeszcze, jak skrywa się w kielichu lilii wodnej. Zerwał się wtedy na nogi; ogarnął go strach przed szemrzącą wodą. Zbliżał się wieczór, białe mgły unosiły się znad potoku i sunęły pomiędzy drzewami lasu. Chłopiec zabrał swoje orzechy laskowe i pobiegł do domu. Jeszcze przez dłuższy czas słyszał za sobą Wodnika chlapiącego się w wodzie i beczącego jak koza. – To on sam opowiedział mi tę historię.

Przekład z języka niemieckiego: Adrian A. Jojko.


ORYGINALNA WERSJA NIEMIECKOJĘZYCZNA


Der Wassermann in der Klodnitz

Auf ihrem Wege zur Oder macht die Klodnitz viele Krümmungen, windet sich wie ein Schlänglein durchs Land, besonders im Anfang ihrer Laufbahn in den Nikolaier Wäldern. Hier läuft sie durch grünes Waldwiesenland; ihre Ufer sind mit Blumen geschmückt; Birken, Pappeln, Haselbüsche und dunkle Nadelbäume säumen das Bächlein ein. Dort, wo es seine schärfsten Krümmungen macht, in einer lieblichen Waldgegend, hat sich der Wassermann seine Burg geschaffen, tief unten auf dem Grunde des Wassers; dort wohnt er mit seiner Frau Lisse. Seine Töchter leben in den Blüten der Wasserrosen, die in den tiefen Tümpeln wuchern, die ihr Wasser durch feine Kanälchen aus der Klodnitz beziehen. Hier ist es einsam und still; nur selten verirrt sich ein Mensch in die abgelegene Gegend. Die Hüterbuben fürchten den Wassermann, der auch die Kühe und Schafe gern hinabzieht in sein kaltes, totbringendes Reich. Nur die Vögel singen in den Gebüschen. Schmetterlinge, Käfer, Schlänglein und Eidechsen treiben hier ungescheut ihr Wesen.

An einem heißen Sommertage kam ein lustiges Büblein in den stillen Waldwinkel. Seine Wangen waren rot und heiß vom Singen, seine Augen blickten fröhlich in die Welt. Haselnüsse suchte der Knabe in den Büschen. Als sein Körbchen voll war und er selbst müde vom Wandern und Suchen, warf er sich ins Gras, hörte die Vöglein singen, die Bienen summen, die munteren Wellchen der Klodnitz raunen und wispern. Ach, dachte er, wie herrlich ist es hier! Er legte die Hände unter den Kopf und lauschte; das Rauschen des Wassers wurde immer stärker, bald schien es eine grollende Stimme zu sein, bald das liebliche Wispern zarter Kinder, und plötzlich fiel es ihm ein, daß er im Gebiete des Wassermanns war.

Ei, dachte er, das ist lustig! Er beugte sich über den Rand des Bächleins und neckte den Alten:

„Wassermändel, Wassermändel, fang mich doch mit deinem Bändel!”

Da hob sich aus dem Wasser ein Greisenantlitz mit grünschillernden Augen und langen Zähnen. Erschrocken wollte der Knabe fliehen, doch es war zu spät. Seine Füße hatten sich in den Schlingen verstrickt, die der Wassermann ihm gelegt hatte. Mit tückischem Lachen zog der Alte ihn ins Wasser, tiefer, immer tiefer, bis er auf dem Grunde war. Hier sah der Knabe einen herrlichen Glaspalast. Fischlein schossen darin hin und her wie buntschillernde Vögel.

Der Wassermann zog den Knaben an dem Stricke in den Glaspalast, durch viele, viele Stuben in eine Kammer. Hier sah es aus wie in Mutters Speisekammer. Auf schmalen Brettgerüsten standen Töpfe nebeneinander, so viele, daß der Knabe sie nicht zählen konnte. Auf jedem Topfe war ein Streifchen Papier ausgeklebt, darauf war ein Name, Tag und Stunde vermerkt.

Mit Entsetzen las der Knabe die Namen von Kindern, die im Laufe der Zeit in der Klodnitz ertrunken waren: Der Alois vom Schuster Novak, der Hansel vom Schikora, das Peterlein der Witwe Schmidt… Und wie er so las und las, zauberte ihm der Wassermann die Seele aus dem Körper. Grinsend steckte er sie unter einen Topf, klebte einen Streifen Papier darauf und beschrieb ihn: Jung Walters Seele, genommen am 20. September… Ja, unter jedem Topfe steckte eine Menschenseele! Wie nun die Seele nicht mehr in des Knaben Körper wohnte, fiel dieser um, starr und steif. Der Wassermann nahm ihn auf den Rücken, trug ihn hinaus und warf ihn aus dem Wasser hinauf in das blumige Gras. Da lag er nun, kalt und starr. Ein Trauermantel flatterte durch den Wald und klagte: „Ach, so jung mußte er sterben!” Das hörten die Töchter des Wassermanns. Sie stiegen aus den Blüten der Wasserrosen, neigten sich über den toten Knaben und jammerten: Wie schön ist er und wie jung!

Und nicht lange danach, da kam die jüngste der Wassermanntöchter aus dem Glaspalast herauf. In ihrer Hand hielt sie Walters Seele. Sachte beugte sie sich über den Knaben, küßte ihn und gab ihm die Seele wieder.

Siehe, da wurden die blassen Wangen rot, der Atem ging warm aus dem Munde, das Herzlein klopfte wieder froh. Der Knabe schlug die Augen auf – husch, husch, floh das Nixlein davon!

Er sah noch, wie es sich verbarg im Kelch der Wasserrose. Da sprang er auf; ihm graute vor dem raunenden Wasser. Es war Abend geworden, weiße Nebel stiegen aus dem Bach und zwischen den Waldbäumen auf. Er nahm seine Haselnüsse und lief nach Hause. Lange noch hörte er den Wassermann im Wasser planschen und meckern wie eine Ziege. – Das hat er mir selbst erzählt.


Źródła drukowane:

• Der Wassermann in der Klodnitz [w:] Sagen und Märchen aus Oberschlesien, Elisabeth Grabowski, Breslau 1922, s. 1-3.