Pewnego razu był sobie mały chłopiec, którego matka wysłała do miasta po chleb.
Chłopiec niósł bochenek pod pachą i wędrował radośnie w stronę domu. Chatka jego matki stała głęboko w lesie. Gdy tak beztrosko kroczył przez las, nagle poczuł głód. Jednak chleb zupełnie go nie kusił.
„Zawsze tylko chleb,” pomyślał. „Chciałbym, żeby ten chleb rósł gdzieś indziej – choćby i na tamtym drzewie – a w moim koszyku znalazło się ciasto.”
Ledwie wypowiedział te słowa, chleb wyskoczył z koszyka i uniósł się ku najbliższemu drzewu, gdzie przywarł tak mocno, jakby wyrósł z pnia. Nikt nie zdołał go stamtąd zdjąć. Do dziś można go zobaczyć na pniu smukłego buka: okrągły, brązowy bochen.
Ale ciasta chłopiec w swoim koszyku nie znalazł – tego dnia musiał pozostać głodny.
Przekład z języka niemieckiego: Adrian A. Jojko.
ORYGINALNA WERSJA NIEMIECKOJĘZYCZNA
Das Brot am Baume (Emanuelssegen)
Es war einmal ein kleiner Knabe, den hatte die Mutter in die Stadt geschickt, ein Brot zu holen.
Der Knabe trug das Brot unter dem Arme und wanderte frohgemut nach Hause. Die Hütte der Mutter stand tief im Walde. Wie er nun so sachte durch den Wald wanderte, bekam er plötzlich Hunger. Aber das Brot reizte ihn nicht zum Essen.
„Immer nur Brot gibt es”, dachte er. „Ich wünschte, das Brot wüchse wer weiß wo, meinetwegen da an dem Baume, und ich hätte Kuchen in meinem Korbe.”
Kaum hatte er das gesagt, da flog das Brot aus seinem Korbe hinauf an den nächsten Baum und klebte dort so fest, als ob es angewachsen sei; niemand konnte es herunterholen. Noch heute kann man es an dem Stamm der schlanken Buche sehen; ein rundes, braunes Brot.
Kuchen aber fand jener Knabe nicht in seinem Korbe – er mußte an diesem Tage hungern.
Źródła drukowane:
• Das Brot am Baume (Emanuelssegen) [w:] Sagen und Märchen aus Oberschlesien, Elisabeth Grabowski, Breslau 1922, s. 43.