Podania i Legendy

Utopiec w Kłodnicy

W drodze swej do Odry (od Panewnika pod Katowicami, aże do Koźlo) Kłodnica wije sie jak wąż licznymi skrętami, osobliwie w górnym biegu od Panewnika aże za Mikołów. Tam, kaj rzodko noga ludzko zachodzi, między brzózkami, topolami, olchami i sosnami, kaj sie Kłodnica jak wściekło żmijka kręci, mjynszko utopiec ze swoją żoną, panią Łysą. Cery jego mjynszkają w kwieciu lelujek wodnych, rosnących tu kole Kłodnicy, w głębokich bajorach i grzęzawiskach.

Kieregoś upalnego dnia zabłąkoł sie w te strony mały synek, zbierający orzechy laskowe. Kiedy mioł już pełny koszyk, wesoły, gwizdający i jak kanarek śpiywający dotąd chłopczyk uczuł sie jakoś bardzo słabym i sennym po dalekij drodze. Lygnon na kwiecistej trowie kole Kłodnicy, ale, zanim zasnón, ze swawoli – jak to zwyczajnie synek – poczón przedrzyźniać utopcu i wołać:

„Utopcu stary, stary – Weźże mnie na swe bary!”

Nie uszło mu to bez kary, bo w te upety utopiec – chyc! – zaciągnón go do swego podwodnego mjynszkanio. Utopiec zaprowadził go do jakijś niby spiżarni, kaj przy ścianach na półkach pełno było małych gorczków, a na kożdym był nalepiony kąsek papióru z jakimś mianem, dniem i godziną.

Ze zgrozą odczytoł chłopok niekiere nazwiska swych kamratów, kierzy utonęli w Kłodnicy: Alojz od szewca Nowoka, Hanys od Sikory, Pietrek i tela inkszych. Ale zanim sie spostrzyg, już sóm był w jednym takim, dotąd próżnym gorku, na kierym utopiec zarozki nalepjył kartka z napisem: „Tu jest dusza młodego Gustlika, wzięta dnia 10 września”.

Tóż dusza Gustlika utopiec zawar w gorku, ale co mioł zrobić z ciałem? Wyniós je i nazod na brzyg na kwiecisto łąka, wyciepnón. Zimne i martwe ciało znodły tam mentyloki (motyle), furgające od kwiotka do kwiotka. Poczły labiedzić – bo były to cery utopca, kiere z kropelek rosy w lelujach na mentyloki sie przebrały:

„Ach, tak młody i pjykny, a musioł umrzyć!”

Najmłodsza z dziołch utopca przyszła do ciała, niosąc gorczek z jego duszą, kiery ukradła ojcu, i, pochylając się nad ciałem, pocałowała synka i oddała mu gorczek z jego duszą.

I patrzcież: lica jego zaróżowiły sie, usta poczły sie poruszać oddechem, a serce poczło bić na nowo. Chłopczyk otwar oczy na świat Boży i w tej chwili znikła rusałka. Przestraszony ciszą, bo już wieczór nadchodził, wzión kobiołka z orzechami i czym prędzej pognoł du dóm.

Oryginalny tekst stylizowany na dialekt śląski, bez poprawek.


Przypisy:

Powyższe podanie, opublikowane w 1937 roku na łamach gazety „Siedem Groszy”, stanowiło skróconą i stylizowaną na dialekt śląski adaptację niemieckojęzycznego tekstu, zatytułowanego: Der Wassermann in der Klodnitz. Oryginalna wersja tej opowieści, autorstwa Elisabeth Grabowski, znalazła się w książce: Sagen und Märchen aus Oberschlesien, wydanej w 1922 roku. W niniejszym opracowaniu można się z nią zapoznać TUTAJ.


Źródła drukowane:

• Gawęda Tomka Buczały: Utopiec [w:] „Siedem Groszy” nr 252/1937 z dnia 12.09.1937 roku, s. 8.